Fotoplastykon Luny część II- Tam, gdzie matka pisze na dobranoc

Fotoplastykon Luny część II- Tam, gdzie matka pisze na dobranoc

photo by Qasem-Amin on Flickr.

 Część I znajdziesz tutaj 🙂

 

Część II

TAJEMNICA

Luna podeszła nieco bliżej fotoplastykonu, poczuła zapach drewna. Wyciągnęła rękę, aby ponownie dotknąć jednej ze ścian. Tym razem odniosła silne wrażenie, jakby zaraz miała odkryć największą Tajemnicę, jaka kiedykolwiek była dostępna gatunkowi ludzkiemu. Wewnętrzny głos zdawał się jej powtarzać, że teraz właśnie musi skupić się wyjątkowo mocno tak, jak jeszcze nigdy dotąd, że właśnie teraz powinna wszystko dobrze zapamiętać! Przeczuwała, że od tej chwili, nic już nie będzie takie samo!

Mimo ekscytacji i silnej energii, która przyciągała dziewczynkę, Luna postanowiła zrobić tym razem krok do tyłu. Poczuła niepokój przed nieznanym, ale i przeogromną ochotę, żeby jednak zajrzeć przez wizjer i dowiedzieć się, kto ją woła i dlaczego…

Spojrzała pod nogi i zobaczyła, że jej stopy pokrył śnieg. Rozejrzała się niepewnie…

– Gdzie ja jestem? – wyszeptała z niepokojem.

Okazało się, że jarmark, na którym była jeszcze przed chwilą, nagle gdzieś zniknął…

Luna stała teraz w śniegu, na nogach miała nadal sandałki, ale nie czuła zimna! Obejrzała się i zobaczyła stado saren, które przyglądało jej się z oddali. Wszystkie sarny miały pręgowane brzuszki, długie nogi i wpatrzone w nią piękne, zaczarowane oczy. Otwierały swoje pyszczki, jakby ją wołały i wtedy, już bardzo wyraźnie, dziewczynka usłyszała:

– Lunaaaaa!!!!

Szybko strząsnęła śnieg z sandałków i zrobiła zdecydowany krok do przodu.

W tym samym momencie cały świat nagle zawirował, a imię wypowiedziane tak, jakby było najpiękniejsze na świecie, po raz kolejny dobiegło do niej z wnętrza fotoplastykonu.

– Lunaaaaaaaaaa!

Dziewczyna otworzyła szerzej oczy i odgarnęła z czoła płatki śniegu. Jej oddech w miarę zbliżania twarzy do okularów, stawał się płytszy. Mróz, którego jakoś wcale nie odczuwała sprawiał, że z ust wydobywał się tańczący nad jej głową srebrny obłok.

Dziewczynka przybliżyła swoją twarz jeszcze bardziej do drewnianej konstrukcji i w końcu zajrzała do środka…

LAS

Zbliżając się do fotoplastykonu pokrytego kryształkami szronu, Luna poczuła dziwne wibracje. To jakaś melodia zrazu cicha, a potem już coraz wyraźniejsza, wydobywała się właśnie z jego wnętrza! Nuty, które usłyszała, były przejmujące i delikatne. Wraz z nimi dotarł do dziewczynki także czyjś cichy śpiew:

– Lunaaaa!!! Luna!!! Przyszłaś, usłyszałaś nasze wołanie… Jesteś naszą nadzieją… – wyśpiewało coś ze środka.

Wewnętrzny głos podpowiadał dziewczynce, że nie musi się bać, że teraz nie może już odejść. Znowu zbliżyła swoją twarz do wizjera i zobaczyła pierwszą fotografię…

Zdjęcie, które ujrzała, było trochę niewyraźne i lekko brązowe, jakby pochodziło sprzed dobrych stu lat. Dziewczynka zobaczyła na nim drzewa, a także inne rośliny, które przeplatały się i tuliły do siebie. Gdyby obraz był w kolorze, królowałaby na nim głęboka zieleń w różnych odcieniach. Zafascynowana Luna wpatrywała się w wizjer coraz intensywniej, była pełna zachwytu i dziecięcej ciekawości. Pod wpływem obrazu, zaczęła snuć marzenia…

– Kiedy dorosnę, popłynę statkiem. Trafię na wyspę, na której będzie taki właśnie las! – Lunę zaczynała już ponosić wyobraźnia, gdy…

Melodia się zmieniła! Nagle zaczęła przypominać grzmoty nadchodzącej niespodziewanie burzy! Luna była jak zahipnotyzowana, nie mogła oderwać wzroku od wizjera. Wiatr wzmógł się, zaczął poruszać liśćmi drzew, a wzburzone chmury tańczyły niebezpiecznie nad lasem. Pomiędzy roślinami Luna dostrzegła ludzkie cienie, wznoszące ręce ku górze i opuszczające je jednym ruchem… Wtedy, kolejny raz z wnętrza fotoplastykonu, dało się słyszeć krótki, lecz przenikliwy dzwonek. Fotografia niespodziewanie przeskoczyła, a oczom dziewczynki ukazało się kolejne zdjęcie…

Na pierwszy rzut oka również wydawało się ono niewyraźne, dopiero kiedy Luna mocniej skupiła na nim swój wzrok, dostrzegła, co przedstawiało.

Na obrazku widniało szare pobojowisko, jakby przez las przetoczyła się ogromna nawałnica.

Wśród grubych, porozrzucanych dookoła konarów i gałęzi, z podłoża wystawały pnie, ścięte nieco wyżej nad poziomem ziemi. Dziewczynka mogłaby policzyć słoje, gdyby chciała dowiedzieć się jaki wiek miały drzewa…

– To niemożliwe! – jęknęła – przecież tak nie można! – niemal krzyknęła.

Przyjrzała się zdjęciu dokładniej i po chwili była już pewna, że jest to, to samo miejsce, które przedstawiała wcześniejsza fotografia.

Nagle jakby głęboko w sobie, Luna poczuła płacz roślin, które dopiero co tuliły się do siebie…

Przejmująca cisza, jeśli w ogóle jest to możliwe, niemal wydobywała się ze zdjęcia i nabierała na sile…

– Co się stało? Dlaczego te ścięte drzewa płaczą??? – dziewczynka nieświadomie zadała na głos kolejne pytanie. Za plecami usłyszała jakieś smutne, przecinające ciszę kwilenie.

– Drzewa płaczą, ponieważ umierają… Chcą żyć, ale człowiek nie martwi się, że je zabija… Nie wie lub nie chce wiedzieć, że niszcząc drzewa, zabija sam siebie. – Luna usłyszała szept tuż przy swoim prawym uchu.

Obróciła się delikatnie i zobaczyła małego wróbla, który do niej przemówił.

– Ty mówisz? Przecież to niemożliwe… – Luna potrząsnęła głową z niedowierzaniem.

W tym samym momencie usłyszała melodię, wydobywającą się z wnętrza fotoplastykonu. Wróbelek szepnął jej do ucha:

– Patrz Luna, patrz! Na świecie jest coraz mniej drzew! Jest coraz mniej ptaków, takich jak ja… – po czym odleciał po cichu, machając jej na pożegnanie swoimi małymi skrzydełkami.

Dziewczynka miała nadzieję, że jeszcze kiedyś go spotka, że wtedy wróbelek opowie jej więcej o sobie i o tych biednych drzewach…

Teraz musiała jednak znowu stawić czoła przeznaczeniu i spojrzeć w wizjer…

PSZCZOŁY

Nieco smutna po spotkaniu z ptakiem, znowu zbliżyła twarz do ściany fotoplastykonu. Znowu usłyszała śpiew, ten był jednak zdecydowanie bardziej radosny! Przechodził w szmer, a muzyka, jaka powstawała dzięki temu, koiła jej smutek. Dziewczyna nabrała powietrza w płuca i głośno westchnęła.

– Czy to sen? – zapytała – Czy ja śnię??? – jeszcze raz zadała pytanie, które odbiło się tylko echem…

Pełna zachwytu zobaczyła jednak niecodzienny widok…

Na fotografii był sad, położony wśród pięknej ukwieconej łąki! Gałęzie, pełne owoców, uginały się pod ich ciężarem. Dookoła latały pszczoły, mające całkiem niedaleko pasiekę. Ule jak zaczarowane domki stały pomiędzy drzewami. Jedne okrągłe, inne prostokątne, o daszkach pokrytych strzechą. Wszystkie słodkie niczym miód, który z nich wyciągano.

Fotografia była w kolorach sepii, ale pszczoły, krążące dookoła swoich domków, wydawały się tak rzeczywiste, że zdjęcie w oczach Luny niemal żyło własnym życiem. Mimo że obraz był pozbawiony intensywnych kolorów, to w wyobraźni dziewczynki prześwietlały go barwy w różnych odcieniach. Dookoła wyraźnie czuć było zapach łąki, która tańczy w rytm wiatru, oraz woń słodkich pszczół zbierających nektar…

– O rety, czy one są prawdziwe?! – Luna znowu głęboko westchnęła. Wyciągnęła rękę, jakby chciała je dotknąć…

Niektóre owady podlatywały tak blisko, że skrzydełka niemal dotykały zadartego noska dziewczynki. Szmer, który towarzyszył fotografii, relaksował ją tak mocno, że aż wygodniej przysiadła na krzesełku i nagle poczuła senność…

Ale czy Luna mogła naprawdę usnąć, skoro już przecież spała???

Po tak intensywnym przeżyciu oddech dziewczynki zwolnił i wyrównał się.

Pszczoły latały nad zielonym dywanem traw, a kwiaty na łące zdawały się wszystkie rozkwitać.

Nagle jednak, pomiędzy tymi spokojnymi dźwiękami wydobywającymi się z fotoplastykonu, dało się wyodrębnić znowu jakąś niepokojącą nutę. Luna oderwała wzrok od wizjera i czujnie rozejrzała się dookoła. Jej oddech znowu przyspieszył. Tuż obok zobaczyła chmarę pszczół, którym zaczęły zamarzać skrzydełka. Wleciały do środka dopiero wtedy, gdy pokazały Lunie, że powinna nadal obserwować fotoplastykon…

Wtedy zadźwięczał dzwonek…

Dla Luny był to znak, że za chwilę zobaczy kolejny obraz. Dziewczynka powoli zaczynała rozumieć mechanizm działania urządzenia.

Tym razem zobaczyła zdjęcie tej samej łąki, ale już bez kwiatów. Drzewa, które jeszcze na poprzedniej fotografii oblepione były bogato owocami, stały samotne…. Liście wyraźnie chciały owinąć się dookoła jabłek i gruszek. Wiatr bawił się łąką bez zapachu, a opuszczone trawy poruszały się smętnie. Zioła tęskniły za pszczołami, które nie wróciły do swoich uli…

– Dokąd poleciały? – spytała niespokojnie dziewczynka. – Co się    z nimi stało!? – Zadawała pytania, które zawisły w powietrzu, niczym pszczoły latające nad nią kilka chwil wcześniej…

Luna nie chciała się jeszcze do tego przyznać, ale właśnie zaczynała ROZUMIEĆ… Łączyć w całość poszczególne elementy…

Była już naprawdę zmęczona, wręcz wyczerpana! Nadal chciała jednak zgłębić tajemnicę fotoplastykonu. Żeby chwilę odpocząć, dziewczynka oderwała wzrok od okularów i rozejrzała się dookoła siebie. Zobaczyła piękną łąkę z fotografii, pełną kwiatów i zielonych traw. Usłyszała też lekki szmer wiatru i bzyczenie pszczół, które wracały do ula po całodziennej pracy. W oddali drzewa ozdobione czerwonymi owocami wołały do niej:

– Luna, Luna, ty ROZUMIESZ. Wiesz, co powinnaś zrobić…

I wtedy dziewczynka naładowana nową energią, pełna nadziei, znowu spojrzała w wizjer. Głęboko wierzyła, że kolejna fotografia będzie równie piękna, niczym ta łąka dookoła…

Luna usłyszała kolejny dzwonek…

RYBY

Obraz, który tym razem ujrzała Luna, przedstawiał domki położone w pięknym, malowniczym miejscu. Choć zdjęcie również było czarno białe, patrzyła na nie urzeczona…

Chałupki spowite poranną mgłą stały jedna przy drugiej. Słońce wschodziło ponad horyzont, a w tle płynęła rzeka. Ku niej zmierzał chłopiec z wędką zarzuconą na ramię. Dziewczynka pomyślała, że na pewno idzie łowić ryby…

Niemal słyszała jego cichy śpiew:

– Rybka pyszna na obiadek w rzece czystej pływa, będzie moja mama miła bardzo dziś szczęśliwa…

Sama Luna bardzo chętnie jeździła z rodzicami nad rzekę. Brała książkę i wraz z mamą wylegiwała się na trawie, nasłuchując odgłosów natury. Potem przechadzały się poprzez łąki i bezdroża, robiły wianki i zwiedzały okolicę. Wieczorem zmęczone, ale szczęśliwe, wracały do domu…

– Nie! – powiedziała głośno dziewczynka – Nie chcę patrzeć na kolejną fotografię!

A jednak dzwonek znowu zadźwięczał…

Nie bała się wcale. Czuła, że jest bezpieczna. Zdążyła już zapamiętać kolejność przedstawianych w fotoplastykonie zdjęć, a jednak poczuła wewnętrzny opór! Nie była jeszcze gotowa, żeby spojrzeć przez wizjer. Rozejrzała się więc dookoła.

Nie stała już na łące, tym razem jej stopy pokrywał piasek. Znajdowała się na środku niedużej wyspy, a ponad taflę wody, niemal wszędzie dookoła, wyskakiwały ryby. Wyraźnie chciały, żeby śledziła ich taniec i choć nie słyszała głosu czuła, że przemawiają do niej w jakimś magicznym języku…

– Rozumiem, rozumiem – odpowiedziała – Jestem waszą Nadzieją…

Luna dzielnie skierowała się w stronę wizjera!

– To straszne! – powiedziała, gdy zobaczyła nową fotografię. Choć w tym momencie nie mogła niczego zmienić czuła, że wciąż jest nadzieja na lepsze jutro!

Kolejne zdjęcie było bardzo ciemne. Przy ścieżce, którą szedł niedawno chłopiec, stała wielka fabryka. Luna nazwała ją w myślach Fabryką Dymu… Rzeka niczym czarna wstęga wiła się pomiędzy niskimi wzgórzami. Szare domy ze swych kominów puszczały czarne kłęby. Mgła, spowijająca niedawno miasteczko, nabrała barwy ciemnej mazi. Ryby ostatkiem sił pływały w gęstej wodzie. Nad tym pięknym niedawno miasteczkiem nie było widać już słońca, tylko wiszące ciężko chmury…

NOSOROŻCE

Kiedy w miasteczku ze snu z chmur zaczynał padać rzęsisty deszcz, Luna przewracała się w łóżku na drugi bok. Śniła dalej.

We śnie zadźwięczał kolejny dzwonek…

Dziewczynka wiedziała, iż tę fotografię zapamięta na zawsze! Widniały na niej spokojne zwierzęta, kroczące dostojnie pośród suchych traw. Nie wydawały się agresywne i mimo swoich ogromnych gabarytów zdawały się stąpać delikatnie niczym baletnice.

– To nosorożce – szepnęła Luna – Są piękne, wyglądają tak, jakby miały na sobie zbroję – Natura jest niesamowita! – dodała…

Dziewczynka nie chciała jeszcze myśleć o kolejnej fotografii, dobrze wiedziała, czego może się spodziewać….

Po dzwonku spojrzała jednak ponownie w wizjer. Postanowiła, że nadal musi być dzielna, że teraz wiele zależy tylko od niej!

Na kolejnym zdjęciu zobaczyła kłusowników, którzy najprawdopodobniej przyczaili się na zwierzęta, aby dostać się do ich najcenniejszych skarbów – wspaniałych rogów…

Zanim Luna usłyszała kolejny dzwonek, po lewej stronie w głębi fotografii zaobserwowała jeszcze ciężarówkę. Wiozła ona wielką skrzynię! Dziewczynka przypomniała sobie film przyrodniczy, który całkiem niedawno oglądała.

– W taki sposób przewożono nosorożce!!! – dodała z nadzieją w głosie.

Strażnicy zabierali zwierzęta w bezpieczne miejsca z dala od okrutnych kłusowników. Luna zdawała sobie sprawę, że oni wszyscy ryzykują własne życie dla bezpieczeństwa zwierząt.

– Wciąż jest jeszcze nadzieja!!!- szepnęła Luna, której wróciła radość życia!

NIE JESTEŚ SAMA

Wszystkie obrazy, które Luna do tej pory widziała, zapamiętała bardzo dokładnie. Sen, śniony przez kilka nocy, wyrył się w jej pamięci. To, co odczuwała, było prawdziwe i bardzo realne, nawet jeśli wydarzyło się tylko we śnie!

Dziewczynka podrapała się w koniuszek nosa, może wciąż jeszcze czuła zapach afrykańskich traw???

Śniła jednak dalej… A we śnie jeszcze raz postanowiła zerknąć przez wizjer!

Tym razem obrazy, które pojawiały się po dzwonku, nabierały tempa. Zmieniały się coraz szybciej. Dzwonek dźwięczał coraz częściej i Luna patrzyła na te same miejsca, te same zwierzęta, w dwóch różnych odsłonach. Na jednych fotografiach widać było radość, szczęście i życie, a na innych smutek, tęsknotę i krzywdę…

Pola uprawne gotowe do żniw, w sierpniowym słońcu błyszczały cudnie po to, aby za chwilę, na kolejnym zdjęciu, poczernieć…

Lodowce wystające ponad wody, monumentalne i w całej swej potędze niedostępne, topiły się i zmniejszały, zalewając pobliskie wyspy…

Zwierzęta, które szczęśliwie żyją na wolności, na kolejnych fotografiach, znikały…

Słonie, pandy, wieloryby, hipopotamy, szympansy, żubry, żbiki, ptaki, ryby…

Oceany, drzewa, krzewy, trawy, zboża…

Kiedy fotoplastykon przestał wyświetlać zdjęcia, Luna poczuła, że ktoś siedzi obok niej. Wstała z miejsca i zobaczyła, że wszystkie krzesła są zajęte!

– Jak to…? – szepnęła niepewnie.

Nie miała pojęcia, jak jest możliwe, że przy każdym stanowisku siedział teraz chłopiec lub dziewczynka! Każde dziecko zaglądało w wizjer! Kiedy Luna rozejrzała się jeszcze uważniej i zobaczyła, że jej fotoplastykon nie jest jedynym! Dookoła było ich bowiem całe mnóstwo…

– Och! – wydobyła z siebie westchnienie.

Dziewczynka aż otworzyła buzię ze zdumienia. Wtedy też dogłębnie zrozumiała przesłanie…

Ona i ci wszyscy obok niej są Nadzieją dla stworzeń i dla całego świata, który ginie na oczach wszystkich!

Wspólnie są w stanie zmienić bieg wydarzeń! Choć Przyroda już tak wiele straciła, to teraz nadszedł moment, aby zmniejszyć zło, które ludzie wyrządzają sobie i ziemi!

Do dziewczynki z całą mocą dotarła Tajemnica!!! Pełna już nadziei, powiedziała głośno:

– Jeśli chcemy, żeby świat nadal istniał, to musimy przestać go niszczyć!

Na dźwięk jej głosu kolejne dzieci odrywały się od wizjerów i patrzyły na siebie zaskoczone. A jednak po chwili można było dostrzec w tych spojrzeniach także głębokie zrozumienie!

Każdy sen kończył się w podobny sposób… Dzieci wyciągały do siebie ręce i uśmiechały się, dodając sobie nawzajem otuchy. Wiedziały, że Tajemnica, którą wszystkie zdołały poznać dzięki fotoplastykonom, na zawsze zmieni świat!

– Popatrzcie, ilu nas jest! Razem możemy ratować przyrodę! – krzyknął jakiś chłopiec stojący tuż obok. Stuknął przy tym mocno butem o podłogę…

Luna przymrużyła oczy i zdążyła tylko jeszcze pomyśleć, że razem mogą niemal wszystko!

Sen był wyczerpujący, do tego był pełen smutku i grozy. Pokazywał świat, w którym Luna nie chciałaby nigdy żyć. Wiedziała jednak, że może nie mieć wyboru… Niósł on jednak również Nadzieję. Skoro są jeszcze miejsca, gdzie ludzie martwią się o los zwierząt i ratują przyrodę, to przecież nie może być za późno!!!

PRZEBUDZENIE LUNY

Kiedy po przebudzeniu Luna myślała o nocnej podróży z fotoplastykonem, kot nadal mruczał przyjemnie, jakby chciał ją uspokoić. Dziewczynka pogłaskała Nicponia za uchem i wstała z łóżka. Ostatecznie jej smutek zmieniał się w ekscytację i chęć do działania a chłód, który ją ogarniał, odszedł tak szybko, jak się pojawiał! Tylko gałązka nadal uderzała miarowo o szybę.

Dziewczynka zeskoczyła z łóżka, ubrała się w letnią sukienkę i zeszła do kuchni na śniadanie. Była sobota i zapowiadał się piękny dzień!

– Wyspałaś się? – spytała mama, kiedy zobaczyła córkę w drzwiach kuchni.

– Tak, choć dziś znowu miałam dziwny sen – odpowiedziała Luna. Nie chciała na razie mówić o nim mamie, musiała wszystko dobrze przemyśleć!

– Przyjemny? – jak zwykle mama była dociekliwa. Podeszła i cmoknęła dziewczynkę w policzek na dzień dobry.

– Słucham…? – rozkojarzona Luna nie zrozumiała pytania.

– Sen… Był miły, czy raczej nieprzyjemny? – powtórzyła, głaszcząc córkę z troską po głowie.

– Wiesz mamo, opowiem ci, kiedy już wrócę ze spotkania, dobrze? – Luna uśmiechnęła się uspokajająco.

– Dobrze, dobrze! Pospiesz się w takim razie, bo się spóźnisz. Drogę do rynku już pamiętasz?

Luna kiwnęła potakująco głową, po czym zjadła naleśnika, popiła go herbatą, była gotowa do wyjścia!

– Dzięki mamusiu, śniadanie pyszne! Wrócę na obiad razem z Kasią, to nasza sąsiadka, którą niedawno poznałam. – powiedziała na do widzenia i pobiegła.

– Powodzenia! – krzyknęła za nią jeszcze mama.

SPOTKANIE

Z każdym krokiem Luna czuła, że nabiera nowej energii. Musiała stawić czoła tym wszystkim uczuciom, które od jakiegoś czasu nosiła gdzieś głęboko w sobie. Dziewczynka mijała stare dęby, które niemal dosięgały błękitnego nieba. Słyszała świergot ptaków walczących o ziarenka rozsypane na drodze. Przez chwilę wydawało jej się nawet, że widzi wróbla ze snu. Ptak, na którego zwróciła uwagę, stał nieruchomo wpatrzony w Lunę…

– Cześć – usłyszała, rozejrzała się, lecz nikogo nie zauważyła, oprócz tej gromadki. Niepewna zmarszczyła nos…

Wróbelek zamachał skrzydłami radośnie i dołączył do swoich kolegów. Mrugnął do niej jeszcze oczkiem i przechylił delikatnie główkę, upewniając się, że go poznała…

Gdy Luna skręcała w uliczkę prowadzącą do rynku, ujrzała duży błyszczący staw. W pierwszej chwili oślepił ją lekko, ale kiedy bardziej przyjrzała się, zobaczyła ryby wyskakujące ponad wodę. Przetarła oczy ze zdumienia.

– Czy to możliwe…??? – pomyślała, wracając wspomnieniami do swojego snu…

Nie miała czasu się nad tym głębiej zastanowić. Spojrzała na zegarek. Naprawdę nie chciała się spóźnić!

Kiedy niemal dotarła do budynku, w którym miała spotkać się z Kasią, nie wiadomo skąd wyleciały pszczoły… Znowu poczuła ich skrzydła na nosku i zapach miodu, charakterystyczną woń ze snu. Wtedy nabrała już pewności, że to nie przypadek, iż spotyka swoich nowych przyjaciół…

Pszczoły pomachały przez chwilę skrzydłami tuż nad jej głową, po czym poleciały w stronę pobliskiego drzewa. Luna zadarła wysoko głowę i spojrzała ponad jego konary. Wiedziona jakimś przeczuciem, spojrzała jeszcze wyżej. Na czystym niebie zobaczyła tylko dwie chmury, które ku jej wielkiemu zdziwieniu, przedstawiały dwa nosorożce tańczące w błękicie…

– Czy to wszystko dzieje się naprawdę? – pomyślała.

Już po chwili Luna stała na rynku. Zobaczyła dzieci w podobnym wieku, czekające na schodach.

Spotkanie, na które umówiła się z Kasią, organizowane było w tym małym miasteczku każdego roku. Luna przeprowadziła się tutaj całkiem niedawno i nie zdążyła jeszcze zaprzyjaźnić się z nikim więcej, prócz Kasi. Cieszyła się, ale i niepokoiła faktem, że po wakacjach pozna więcej osób! Miała nadzieję, że bez problemu zaprzyjaźni się z koleżankami i kolegami ze swojej nowej klasy!

Myślami wróciła jednak jeszcze do snu…

– Może to właśnie skutek przeprowadzki? – zdołała pomyśleć o powracającym śnie Luna. – Przecież mama kiedyś tłumaczyła, że gdy się czymś martwimy, nasze sny mogą być naprawdę dziwne…

Z rozważań wyrwał ją dzwon, który wybijał godzinę 11. Dla pewności spojrzała na swój zegarek. Chciała być punktualna! Kasia tydzień wcześniej wspominała, że spotkania są zwykle okazją do tego, aby poznać nowych ludzi i zorganizować pomoc dla potrzebujących zwierząt. Mimo ogromnego optymizmu Luna poczuła się jednak trochę niepewna wśród tylu obcych dla niej osób. Wchodząc po schodach, poczuła jednak wyraźnie, że dookoła dzieje się coś dziwnego!

Nie, nie był to niepokój, ale raczej ekscytacja! Powietrze zrobiło się jakby bardziej gęste…

I wtedy właśnie Luna natknęła się na… chłopca ze snu! Tego samego, który śnił się jej przez kilka ostatnich nocy! Stał i rozmawiał ze swoimi kolegami. Po chwili on również zaczął się jej uważnie przyglądać.

– Cześć – powiedziała do niego niepewnie, lekko podnosząc rękę.

– Cześć – odpowiedział, a na jego twarzy dziewczynka wyczytała emocje, które towarzyszyły również jej w tym samym momencie.

– To ty…?! – nie dokończyła zdania, bo cóż miała powiedzieć?

– To ja! – odpowiedział chłopiec.

– Ale przecież… – odezwała się Luna i nie zdążyła jeszcze dokończyć, gdy razem z nią krzyknął:

– To niemożliwe!!!

– To ty byłaś w moim śnie??? – zapytał, a Luna odparła:

– Nie! To ty byłeś w moim!!!

Wtedy Luna zrozumiała, że większość dzieciaków gromadzących się u podnóża schodów, rozgląda się dookoła z tego samego powodu, co ona…

– W tym miejscu dzieje się coś niesamowitego!!! – powiedziała.

Pomimo ogólnego rozgardiaszu, dzieci powoli wchodziły do sali. Po chwili drzwi zamknęły się delikatnie, a światło przygasło. Obok Luny stanęła niespodziewanie Kasia, która złapała ją mocno za rękę i szepnęła tylko:

– Mam ci tyle do powiedzenia, miałam sen!

I nagle rozległ się dzwonek, znany bardzo dobrze każdemu z przybyłych!

Kurtyna się rozsunęła, a na scenie pojawił się NAJPRAWDZIWSZY FOTOPLASTYKON, z którego popłynęła melodia i czyjś głęboki głos powiedział:

TO WY JESTEŚCIE NASZĄ NADZIEJĄ!!!



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.